
KONFERENCJA
ÓSMA
Przepowiednia św.
Andrzeja.
Tutaj wypada omówić
zdarzenie, o którym nie wspomina ks. Jan Poplatek a do którego nieustannie
nawiązywano w dwudziestoleciu między-wojennym w artykułach o Andrzeju Boboli. O
tym zdarzeniu było stosunkowo cicho przez trzydzieści pięć lat. Dopiero w
związku z wojną krymską, a bardziej jeszcze z beatyfikacją Andrzeja Boboli,
zaczęto o nim pisać, i to najpierw na zachodzie Europy.
Chodzi mianowicie o o.Alojzego Korzeniewskiego (ur.w
1766), od roku 1782 związanego ślubami z zakonem św. Dominika, i niezwykłe
zdarzenie, jakie miało miejsce w klasztorze dominikanów w Wilnie w 1819
roku.
W swojej celi zakonnej o. Alojzy
Korzeniewski modlił się przed pójściem na spoczynek. Ze szczególną ufnością
zwracał się do Andrzeja Boboli. Gdy już miał położyć się do łóżka, stanęła przed
nim postać w stroju jezuickim i powiedziawszy mu, kim jest, kazała otworzyć okno
celi . Gdy o.Korzeniewski spełnił polecenie, ujrzał rozległą równinę, a Bobola
wyjaśnił: „Równina, która roztacza się przed tobą, to okolica Pińska, gdzie
zdobyłem koronę męczeńską za wiarę Chrystusową. Lecz spojrzyj jeszcze raz, a
zobaczysz, co pragniesz widzieć”. Zmienił się krajobraz. Na równinie pińskiej
zjawiły się zastępy Rosjan, Turków, Francuzów, Anglików, Austriaków, Prusaków i
innych, których o.Korzeniewski nie zdołał rozpoznać. Wszyscy walczyli z
niespotykaną dotąd zawziętością. Andrzej Bobola dorzucił takie słowa: ”Gdy
wojna, której obraz masz przed sobą, zakończy się pokojem, Polska zostanie
odbudowana i ja zostanę uznany jej głównym patronem. „Wizja, która się
przesunęła przed twymi oczyma, jest prawdziwa i rzeczywista i wszystko spełni
się jak najdokładniej, jak ci to oznajmiłem. Teraz idź i spocznij: ja, aby ci
dać znak na potwierdzenie prawdziwości tego co widziałeś i słyszałeś, wycisnę
ślad mej ręki na twoim biurku, zanim cię opuszczę”. Mówiąc to, święty dotyka swą
ręką stołu o.Korzeniewskiego i w tej chwili znika.
Prawdopodobnie ani dominikanie wileńscy, ani jezuici w Połocku, czy
później na wygnaniu, nie zapisali opowiadania o.Korzeniewskiego. „Tymczasem
jezuita włoski przypomniał przepowiednię. Tym jezuitą był ks.Grzegorz
Felkierzamb. W roku 1855 w polskim tłumaczeniu
podał ją „Przegląd Poznański”. I wtedy upowszechniła się w Polsce.”
Ks.Hieronim Kajsiewicz słyszał o tej
przepowiedni od jezuitów wygnanych z Rosji. Z rezerwą odnosił się do omawianego
proroctwa, jakby obawiał się przedwczesnego rozgłoszenia go wśród rodaków. W
żywocie błogosławionego Andrzeja, wydanym w roku 1854 z racji beatyfikacji, nie
wspomniał o cudownym widzeniu. Dopiero, gdy po raz drugi opracował żywot
Andrzeja Boboli, przeznaczony do zbiorowego wydania dzieł w Berlinie, umieścił o
nim wzmiankę.
Radość z beatyfikacji
krzepiła serca ludzkie w ciężkich latach niewoli. Polacy, Litwini i Rusini mieli
swego Patrona, któremu zgodnie z orzeczeniem Kościoła mogli oddawać cześć i
zwracać się do niego w różnych potrzebach. Uroczyście obchodzono dwustu
pięćdziesięciolecie śmierci Męczennika w 1907 roku, szczególnie we Lwowie. W
dziesięć lat później powracający z wygnania ks. Jan Rostworowski, jezuita,
przywiózł do Krakowa jedno z trzech żeber Męczennika, wyjętych w 1917 roku w
Połocku. Wniesiono je uroczyście do kościoła świętej Barbary 28 maja 1918 roku.
Przez siedem dni odprawiano nabożeństwa, w których uczestni-czyły liczne rzesze
wiernych. Potęgował się kult Błogosławionego.
W sposób szczególny polecali się Męczennikowi
misjonarze jezuiccy potajemnie wyjeżdżający do pracy wśród unitów podlaskich i
doświadczali jego opieki. Rósł kult bł. Andrzeja wśród żołnierzy odchodzących na
front podczas pierwszej wojny światowej, jakby w przeczuciu, że ta wojna
przyniesie wyzwolenie. To, co się stało w listopadzie 1918 roku, autorzy setek
artykułów uznali za cudowne spełnienie się proroctwa.
Dnia 26 lipca 1857 roku arcybiskup mohylewski, Wacław
Żyliński, odbył wizytę kanoniczną grobu Błogosławionego. Opieczętowano trumnę i
ubrano ciało w nowe szaty, przy czym biskup odciął część lewego ramienia
-relikwię tę przesłano papieżowi Piusowi IX.
W nocy z 27 na 28 listopada 1864 roku także dominikanów
wydalono z Połocka. Kościół parafialny wraz z ciałem Męczennika przeszedł pod
zarząd kapłanów diecezjalnych. W 1886 roku przyjechała z Petersburga specjalna
komisja w celu zbadania ciała Błosławionego, któremu prawosławni oddawali cześć
ku wielkiemu niezadowoleniu rządu. Komisarze weszli wraz z księdzem do kościoła
i przed sarkofagem dowcipkowali na temat „polskich metod wyrabiania świętych”.
Nagle ze sklepienia spadła cegła i zraniła głowę jednego z komisarzy. Wtedy
komisja uznała pracę za skończoną i - po prowizorycznym obandażowaniu rannego -
opuściła kościół.
Kolejna kanoniczna
rewizja ciała Błogosławionego odbyła się 19 lipca 1896 roku. Przy tej okazji
znowu starannie oczyszczono ciało, przybrano je w nowe szaty. Stare szaty i
świeżo wyjętą część kości kręgosłupa zabrał biskup Franciszek Albin Symon,
sufragan mohylewski, jako relikwie dla kościołów i poszczególnych
czcicieli.
Niedługo potem przerobiono
kryptę na piękną kapliczkę. Miał w niej stanąć ołtarz, a w ołtarzu metalowa
trumna z relikwiami. Podniesienie relikwii na ołtarz miało się odbyć bardzo
uroczyście, tym bardziej, że w roku 1908 przypadała setna rocznica przewiezienia
ich do Połocka. W dniu 23 maja odbył się uroczysty odpust na który ściągnęły
tysiące ludzi. Przełożenia relikwii do nowej trumny i ich podniesienia nie
dokonano jednak, gdyż przeznaczony do tej czynności bp Jan Cieplak sufragan
mohylewski, wizytował wtedy parafie na Syberii. Odbyło się ono dziewięć lat
później. Dopiero wtedy, gdyż 10 sierpnia 1912 roku pożar strawił dach kościoła
parafialnego, organy, dzwony i kaplicę błogosławionego Andrzeja. Nie-zwłocznie
odbudowano kościół, a kaplicę Męczennika urządzono w 1913 roku na miejscu dawnej
zakrystii. Postawiono w niej nowy dębowy ołtarz, a obok niego po prawej stronie
pod baldachimem umieszczono sarkofag z relikwiami. W rok później wybuchła
pierwsza wojna światowa. Tak więc dopiero 17 września 1917 roku mogła się odbyć
długo odkładana uroczystość. Przyjechał na nią arcybiskup mohylewski, Edward
Ropp, a z nim około trzydziestu kapłanów - z o.Janem Rostworowskim, którego jako
rektora chyrowskiego wywieziono w 1914 roku na Syberię. Po wotywie sześciu
kapłanów, ubranych w czerwone ornaty, przeniosło procesjonalnie trumnę z
relikwiami z kaplicy przed wielki ołtarz. Arcybiskup zerwał pieczęcie i podniósł
wieko, a ks.Jan Rostworowski wygłosil okolicznościowe kazanie. Po kazaniu
dokonano oględzin ciała, które nadal zachowało pewną elastyczność. Zauważono, że
w przekroju odciętej w 1857 roku ręki tkanki otaczające kość zachowały różową
barwę. Trzy żebra wyjęto na relikwie. Następnie przy pomocy piórka i waty
oczyszczono ciało, odziano je w nowe szaty kapłańskie i ułożono w metalowej
trumnie. Odbyła się suma pontyfikalna, po której procesjonalnie odniesiono
trumnę do kaplicy, gdzie arcybiskup zamknął i opieczętował.
Ciało Błogosławionego przez wiele lat pozostawało w
Połocku. Mimo różnych szykan i prześladowań ze strony rosyjskich zaborców, było
ono otaczane wielką czcią. Sytuacja jednak zmieniła się radykalnie po
zwycięstwie rewolucji bolszewickiej. Otwarta walka z Kościołem, ateizacja i
represje wobec wiernych dotknęły także kultu błogosławionego Andrzeja Bo-boli.
Pierwsze próby „zbadania relikwii” okazały się bezskuteczne w obliczu
niezachwianego stanowiska arcybiskupa Cieplaka i zdecydowanej postawy
Centralnego Komitetu Katolickiego. W roku 1922, na polecenie władz
komunistycznych, dokonano profanacji kościoła w Połocku. Najpierw dnia 7 czerwca
kadeci Armii Czerwonej podali w „Iswiestiach Witebskich” wiadomość o tym, że w
cerkwi w Połocku w relikwii prawosławnej św.Efrozyny znaleziono jedynie
spróchniałe kości. Wobec tego zażądali także zrewidowania sarkofagu bł.Andrzeja,
„by obywatelom katolickim udowodnić, że duchowieństwo ich jeszcze chytrzejsze
niż prawosławne, o wiele silniej utrzymuje ich pod władzą religijnego
oszukaństwa”.
Dnia 23 czerwca tegoż
roku, po południu, komisja wkroczyła do kościoła - bez Polaków, gdyż oni
odmówili udziału. Zerwano z trumny pieczęcie. Zdarto z ciała biret, ornat i
albę. Trumnę z obnażonym ciałem błogosławionego Andrzeja podniesiono w pozycji
prawie pionowej i z siłą uderzono w posadzkę. Ku zaskoczeniu obecnych zwłoki się
nie rozsypały. Mimo to prezes komisji, Tkaczow, wygłosił propagandową mowę,
następnie sporządzono ordynarny i bałamutny protokół, kompromitujący zarówno
lekarzy, jak i „uczonego archeologa”. Komisja zakończyła półtora-godzinną
profanację i zostawiwszy ciało w otwartej trumnie, opuściła kościół. W ciągu
dnia stawiano wartę przy ciele, żeby wierni nie dotykali relikwii. Na noc
zamykano kaplicę, klucz oddawano proboszczowi, czyniąc go w ten sposób
odpowiedzialnym za całość relikwii. Gdy dziekan połocki zamknął i opieczętował
kaplicę, pieczęć zerwano i otwarto kaplicę na nowo. Przez cały tydzień w
kościele sprawowano nabożeństwa ekspiacyjne. Organy milczały na znak żałoby.
Tłumy parafian połockich pilnowały kościoła. Kaplicę i trumnę z relikwiami
zasypywano kwiatami.

