

KONFERENCJA
PIĄTA
Dalszy ciąg pracy
kapłańskiej.
„Jego sława kaznodziejska
rozbiegła się tak szeroko iż przełożeni poszczególnych klasztorów jezuickich
poczęli się ubiegać, by im przydzielono tak znakomitego pracownika. Wieść o jego
czynach doszła nawet do Warszawy.” Przełożony domu w Warszawie o.Andrzej Nakiel
zwrócił się do o.Prowincjała Michała Ortiza z prośbą: „Koniecznie potrzebny jest
nam kaznodzieja, który by nadawał się równocześnie do utrzymywania stosunków z
magnatami. Proszę zatem przysłać nam o.Andrzeja Bobolę.”
Jednak o Andrzeja ubiegał się i przełożony domu wileńskiego,
dawny prowincjał litewski, o.Paweł Boksza, jego prośba została przyjęta.
Ojciec Andrzej Bobola powrócił do Wilna, gdzie w kościele świętego Kazimierza
został kaznodzieją i spowiednikiem. Jako młody kapłan, odznaczał się szczególną
gorliwością w swej posłudze przy kościele. Zapał, z jakim oddawał się swej
pracy sprawił, że świątynia wybudowana zaledwie
w 1616 roku, mimo znacznych rozmiarów nie mogła pomieścić
wiernych, którzy się tutaj gromadzili. Szczególną popularnością wśród wiernych
cieszyły się nauki ojca Andrzeja o Piśmie św. Ojciec Andrzej odsłaniał z wielkim
przekonaniem natchnione tajemnice Świętych Ksiąg, ich mądrość i aktualność.
Wierni coraz bardziej cenili sobie Biblię i coraz lepiej potrafili z niej
korzystać.
Przez całe sześć lat, od 1624-1630
był ofiarnym moderatorem Sodalicji Mariańskiej mieszczan wileńskich pod
wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. Ta religijna organizacja miała
na celu szerzenie kultu Matki Bożej Niepokalanej oraz wychowanie swoich członków
na prawdziwie wartościowych katolików i apostołów wiary. „Ponadto w latach
1626-1630 był rektorem kościoła świętego Kazimierza, a od 1628 pełnił funkcję
doradcy prepozyta domu profesów.”
Dzięki
pracy i przykładowi o.Andrzeja wielu członków Sodalicji Mariańskich
oddawało się ofiarnej posłudze miłości bliźnich: pracowali w
szpitalach, przytułkach i więzieniach. Dokonywali wprost heroicznych czynów w
dniach głodu i epidemii, jakie nawiedzały Wilno w latach 1625-1629. Podczas gdy
wielu opuszczało miasto, wśród niosących pomoc chorym i umierającym nigdy nie
zabrakło o.Andrzeja Boboli.
Nieuleczalna
choroba dziesiątkowała mieszkańców Wilna. Chorzy leżeli często na ulicach lub w
opuszczonych domach. Księża i zakonnicy spieszyli z pomocą duchową i materialną.
Wielu duchownych oddało swe życie służąc do końca swoim braciom. „Ludność
odczuwająca zawsze w podobnych wypadkach potrzebę zbliżenia się do Boga, tłumnie
garnęła się do kościoła świętego Kazimierza, celem przygotowania się do grożącej
śmierci. Poza pracą w kościele księża krążyli w chwilach wolnych po mieście,
wyszukiwali chorych po domach i nieśli im pociechy religijne, nierzadko też
zaopatrywali też na drogę do wieczności, konających na
ulicach.”
W czasie pobytu
Andrzeja w Wilnie w sposób wręcz dramatyczny - przez trzy i pół roku -
dojrzewała sprawa jego publicznej uroczystej profesji. Warunki, jakie
Konstytucje stawiają kandydatom na profesów, są bardzo trudne. Obok głębokiego
ducha wierności w zachowaniu ślubów, stałości w powołaniu do życia
zakonnego i postępów w doskonałości ponad przeciętną miarę
wymaga się od nich gruntownego
wykształcenia w dziedzinie filozofii i teologii, czego wyrazem
ma być pozytywny wynik egzaminu ad gradum. Konstytucje przewidują pewne wyjątki
dla tych, którzy ukończyli siedmioletni kurs studiów wyższych, ale nie zdali
egzaminu. Brak ten mogą równoważyć nadzwyczajne zdolności kaznodziejskie,
administracyjne lub tym podobne, albo wybitna znajomość nauk humanistycznych czy
też języków orientalnych.
Prowincjał litewski,
Jan Jemiołkowski, z uporem domagał się dla Boboli profesji nie trzech, ale
czterech ślubów. Argumentacja, jaką przy tej okazji przytaczał on i inni
oficjalni korespondenci w tej sprawie, pokazuje, jaką opinią cieszył się Andrzej
Bobola. Zgodnie zwracano uwagę na jego bystry umysł, dobre wykształcenie,
trzeźwość sądu, zdolności kaznodziejskie ponad przeciętną miarę, zdolności
administracyjne, wielki dobroczynny wpływ, jaki wywierał na ludzi. Vitelleschi,
ówczesny generał zakonu, był dobrze poinformowany, ale postawił jeszcze inne
wymagania. Polecił, żeby prowincjał wytknął Andrzejowi wszystkie jego ujemne
strony charakteru i zachęcił do pracy nad ich usunięciem. Chodziło głównie o
upór Andrzeja, a już przede wszystkim o skłonność do nagłych wybuchów
zniecierpliwienia. Ze względu na tę wadę prepozyt Nowacki w 1628 roku uznał
Andrzeja za niezdatnego do nauczania w szkołach i piastowania urzędu
przełożonego.
"Z tej głównej wady, jakby ze
źródła wypływały przeważnie wszystkie uchybienia i niedoskonałości, jakie mu
zarzucali współcześni obserwatorowie.. To był jego krzyż, który mu ciążył i
stale towarzyszył aż do samej śmierci.”
Otrzymał więc Andrzej od przełożonych konkretne zadanie na całe życie.
Podejmował zapewne wiele wysiłków, żeby opanować ujemne cechy swego gwałtownego
usposobienia, zmniejszyć częstotliwość wybuchów oraz ich siłę. Należy sądzić, że
były dobra wyniki tych zmagań, skoro generał ostatecznie dopuścił go do profesji
czterech ślubów.
Uroczystość odbyła się 2
czerwca 1630 roku, w kościele świętego Kazimierza w Wilnie, podczas Mszy świętej
sprawowanej przez prowincjała Jamiołkowskiego. „Złożył Bobola w jego ręce
uroczystą profesję czterech ślubów, dodając do trzech zwykłych, czwarty ślub
szczególnego posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej co do misji.”
Chyba jednak zastrzeżenia prepozyta Nowackiego przestały być
aktualne, skoro przez wiele lat pełnił Andrzej funkcje, do których -
przynajmniej czasowo - miał być niezdatny. Został i przełożonym, i kierownikiem
szkół. A jego posługę przełożeni przyjmowali z zadowoleniem i uznaniem. Ludzie,
wśród których pracował, darzyli go zaufaniem i miłością. I to zarówno szlachta,
jak i prosty lud.
Po uroczystej profesji
Andrzej „poszedł, jak i apostołowie - za Panem. Oddał Mu się na zawsze i
całkowicie. Bóg przyjął jego całopalną ofiarę i odtąd posługiwał się nim jako
swym dobrym i wiernym sługą.”
W latach 1630-1633
Andrzej został przełożonym w Bobrujsku w tamtejszym kościele świętego Piotra,
nad rzeką Berezyną, gdzie mieszkała przeważnie ludność prawosławia, a garstka
Polaków była pozbawiona wszelkiej opieki duszpasterskiej. „Trudna i
niewyposażona jeszcze należycie placówka wymaga wielu zachodów. I tu się okazała
w pełni zapobiegliwość o.Andrzeja. Jego gorliwość religijna, zapał w służbie
Bożej, dbałość o zbawienie drugich musiały uderzyć każdego. Spieszono mu
więc chętnie z pomocą, tym bardziej, że o.Andrzej umiał przestawać z innymi i
zjednywać ich i dla Boga i dla siebie” . Ludzie często przez sześćdziesiąt
lat i więcej nie spowiadali się, a ich poziom moralny pozostawiał wiele do
życzenia. „Ignorancja prawd wiary, zawieranie dzikich małżeństw i przechodzenie
na prawosławie.”
Po trzyletnim pobycie w
Bobrujsku wysłano o.Andrzeja do Płocka. Przebywał tam w latach 1633-1635 -
najpierw jako gość, a potem jako moderator Kongregacji Mariańskiej uczniów
kolegium. Zupełnie nie wiadomo, jakie jeszcze prace mu tam zlecono. Sława
ojca Andrzeja szybko się rozeszła. Za przyczyną Jakuba Markwarta, profesora
Boboli w czasie studiów filozoficznych, w roku 1636 przeniesiono go do Warszawy.
Powierzono Andrzejowi zaszczytny i trudny urząd kaznodziei.
Po krótkim pobycie w Wilnie, gdzie wziął udział w zjeździe
administracyjnym; w roku 1637 znalazł się z powrotem w Płocku w charakterze
kaznodziei i prefekta albo dyrektora nauk w kolegium. W tymże roku zanotowano
szczególne ożywienie kultu świętego Stanisława Kostki, do czego zapewne
przyczynił się Bobola. Wielkim darem o.Andrzeja była niezwykła zdolność
zjednywania sobie serc dzieci i młodzieży. Bardzo często otoczony gromadą „tych
najmniejszych” prowadził je przed ołtarz świętego Stanisława. Z wielkim
nabożeństwem potrafił opowiadać młodzieży o wspaniałym przykładzie życia
Młodzieńca z Rostkowa, zachęcając wszystkich do naśladowania jego
cnót.
W roku następnym z woli przełożonych
przybywa do Łomży i pozostaje tutaj do roku 1642. Obok obowiązków doradcy
rektora kolegium i kaznodziei piastował on przez cały czas swego pobytu w Łomży
urząd dyrektora szkoły istniejącej od 1615 roku przy kolegium. „Jego wymowa a
zarazem i dobre życzliwe serce wzbudzają zaufanie. Uciekają się doń ludzie z
prośbą o poradę i wstawiennictwo w powikłanych i delikatnych sprawach.
Przełożeni osądzili również pochlebnie jego postępowanie i zalety”
.
W lipcu 1642 roku Bobola wziął udział w
kongregacji profesów w Wilnie i tam został do końca roku 1642. Pracował jako
doradca prepozyta Marcina Hinczy, jako moderator Kongregacji Mariańskiej
mieszczan i wygłaszał nauki o Piśmie świętym.
Pod koniec 1642 albo na początku 1643 roku przeniesiono Bobolę do kolegium w
Pińsku. Tam do lipca 1646 roku pełnił obowiązki kaznodziei, kierownika szkoły i
moderatora Sodalicji Mariańskiej ziemian Pińszczyzny.
Pomimo gróźb i
przeszkód ze strony duchownych prawosławnych, wielu schizmatyków uczęszczało do
kościoła jezuickiego na kazania i nauki katechizmowe, wielu spośród szlachty
prawosławnej oddawało swe dzieci do Kolegium Jezuickiego. Z czym najczęściej
szło w parze nawrócenie się rodziców. Uczniowie szkoły podległej Andrzejowi
oddziaływali zbawiennie na swoje otoczenie. Zresztą kochali go - wdzięczni za
życzliwość, jaką ich darzył. Notatka kroniki kolegium o wzmożonym kulcie Matki
Najświętszej pod wpływem przemówień kaznodziei prawdopodobnie także odnosi się
do Andrzeja.
Ale w tym czasie Bobolę zaczęło
zawodzić zdrowie. Może dlatego opuścił Pińsk i latem 1646 roku wrócił do Wilna.
Spędził tam sześć lat. Znowu głosił kazania, miewał wykłady z Pisma świętego i
był doradcą prepozytów.
„Tymczasem
wydarzenia, rozgrywające się na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej, dotkliwie
godzące w Kościół katolicki, bolesne dla zakonu Jezuitów, wydarzenia, w których
Andrzej miał z woli Opatrzności odegrać główną rolę, wymagały nie tylko hartu
moralnego, ale i dużego zasobu sił fizycznych.

