
KONFERENCJA
PIERWSZA
Czy Polacy nic
niewarci?!
Czy taki Patron
potrzebny?
Różnie się mówi o nas
Polakach: pijacy, łajdacy, brakoroby, złodzieje. Wszystko co najgorsze. Polska
to sierotka Maryśka, której na otarcie łez trzeba podrzucić jakieś szmatki.
Polska to kopciuszek, któremu trzeba coś dać, jakieś długi podarować. Polacy nic
nie warci. Ile zastanawiania się, czy Polska nadawała się do Unii
Europejskiej.
Wmawianie nam tego
wszystkiego jest tendencyjne. Ukryty wróg chce nas doprowadzić do frustracji,
byśmy w siebie nie wierzyli, pragnie nas zdołować, abyśmy z taką dumą narodową
nie śpiewali: „Jeszcze Polska nie zginęła…”
Ciągle chce się nas zniszczyć. Popatrzmy w naszą historię.
Zaistnieliśmy. Nasi trzej najbliżsi sąsiedzi podzielili nas na trzy kawałki:
posolili, popieprzyli i zjedli. Była Polska i niema Polski. „Ojczyznę wolną racz
nam wrócić Panie…” i „jeszcze Polska nie zginęła…” Dziwnie się zaczyna ten nasz
hymn narodowy.
Powtórka z rozrywki: drugi rozbiór Polski. Pokroili,
posolili, popieprzyli i zjedli. „Ojczyznę wolną racz nam znowu wrócić Panie…”. I
„Jeszcze Polska nie zginęła…”
Do
trzech razy sztuka: pokroili, posolili, popieprzyli i zjedli. Była Polska i
niema Polski. I to długo niema - 123 lata. Coraz smętniej brzmi w kościołach:
„Ojczyznę wolną racz nam wreszcie wrócić Panie…”.
I „jeszcze Polska nie
zginęła…”
I długo się cieszymy
wolnością? Dwa lata. Milionowa Armia Radziecka - Czerwona pod Warszawą. Już chcą
nas przytulić do swojego ojcowskiego serca, ale nam się nie spieszyło do kraju,
gdzie tak wolno ledwo dyszet człowiek. Cud nad Wisła uproszony przez bł.
Andrzeja Boboli. Pognaliśmy ich.
Mija
19 lat i czwarty rozbiór Polski. Dokonany już tylko przez dwóch rozbiorów:
Hitlera i Stalina. Ty do Wisły, a ja od Wisły. Fifki-fifti. Połknęłi. I znowu
niema Polski. Można nas połknąć, ale strawić to się nie damy. Długo Hitler się
dławił kawałkiem Warszawy w czasie Powstania. Bardzie by się dusił, gdyby ZSRR
stojący po drugiej stronie Wisły pozwolił na lądowanie Aliantów, aby wspomóc
Powstańców. To było bandyctwo patrzeć jak giną piętnastoletnie harcerki, idące z
butelką benzyny na czołgi niemieckie. I „jeszcze Polska nie
zginęła…”
Piąty rozbiór
najtragiczniejszy dokonany przez ostatniego rozbiorcę: ZSRR. To był
majstersztyk. Idąc za zasadą rzymską: Divide et impera - po naszemu: dziel a
zwyciężysz… gdzie się dwóch kłóci, tam trzeci korzysta..
Zaczął dzielić nas wewnętrznie wychowując dwa gatunki
Polaków: białych i czerwonych, partyjnych i bez-partyjnych, lepsze stanowiska i
gorsze, konsumy i ochłapy… A przez dziesiątki lat to jest psychologicznie
możliwe w 100%. Dlatego nam się tak trudno pozbierać. Nie jesteśmy jednymi
Polakami. Miłość buduje, a niezgoda rujnuje. Ten rozbiór Polski jest
najtragiczniejszy. Sprawdzają się słowa Adama Mickiewicza: Ni Sybir, ni knuty,
lecz duch zatruty - to jest bólów ból. Po trzecim rozbiorze terytorialnym
trwającym 123 lata w ciągu dwóch lat zdołaliśmy się pozbierać i utworzyć
najsilniejszą armię w Europie i pognaliśmy milionową radziecką. A
dzisiaj…
Polska potrzebuje patrona
umęczonego i to w walce o jedność. I takim może być św. Andrzej
Bobola.
Czy rzeczywiście jesteśmy do
niczego. Proszę wskazać inny kraj, któryby w ostatnich czasach wydał takie
owoce, takie powołania. Prymas Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, Mojżesz
naszych czasów, który szczęśliwą ręką przeprowadził nas przez morze czerwone
ideologii komunistycznej - Antychrysta.
Drugi wspaniały owoc naszej Ojczyzny Papież Jan Paweł II,
papież na miarę historii Kościoła. Św. Faustyna, apostołka Miłosierdzia Bożego
posłana na cały świat, aby przez ideę Miłosierdzia Bożego przygotować ludzkość
na ostateczne przyjście Pana Jezusa. Tak jak naród wybrany żydowski przygotował
świat na pierwsze przyjście Chrystusa, tak Polska ma to uczynić na drugie
przyjście Chrystusa. Pan Jezus mówi do św. Faustyny: zanim przyjdę jako Sędzia
sprawiedliwy, pragnę przytulić do swego Serca zbolałą ludzkość. I to się dzieje
za pośrednictwem Polski św. Faustyny.
Ojciec święty Pius XII przypomina całemu światu postać św.
Andrzeja, Polaka, kapłana, jezuitę, aby go naśladować, mimo, że żył w latach
1591 do 1657. Zalicza świadectwo jego męczeństwa do najszlachetniejszych wśród
tych, które sławi Kościół. Wyraża to w specjalnej encyklice: „Invicti
athlaete Christi”.
Męczennik jeden z największych. Czy rzeczywiście?
Kozacy najpierw zdarli z Andrzeja suknię kapłańską. Na pół obnażonego
przywiązali do słupa i zaczęli bić nahajami. Namawiają go do wyparcia się wiary.
Kiedy stanowczo odmówił oprawcy ucięli gałęzie wierzbowe. Upletli z nich koronę
na wzór Chrystusowej i włożyli jemu na głowę, ściskając coraz mocniej, tak
jednak, by nie pękła czaszka. Potem zaczęto go policzkować, aż wybito zęby.
Wyrywano mu paznokcie i zerwano skórę z górnej części ręki. Po tych mękach
odwiązali ofiarę od płotu, okręcili sznurem, który przywiązali do koni i wlekli
kłując lancami. W Janowie
właśnie był targ. Zaczął gromadzić się tłum. Ojca Andrzeja przyprowadzono przed
dowódcę.
A oto dialog, jaki się
pomiędzy katem i jego ofiarą wywiązał: „Jesteś ty księdzem?” „Tak”, odpowiedział
Andrzej. „Moja wiara prowadzi do zbawienia. Nawróćcie się”. Dowódca zamierzył
się szablą i byłby zabił Andrzeja, gdyby nie ten zasłonił się ręką, która
została zraniona.
Zawleczono Andrzeja
do rzeźni miejskiej, rozłożono go na stole i zaczęto palić jego ciało ogniem.
Następnie wycięli na głowie tonzurę do kości. Na plecach wycięli skórę w
kształcie ornatu. Rany posypywali sieczką. Potem odcięto mu nos i wargi. Wykłuto
jedno oko. Kiedy zaś z bólu stale wzywał imienia Jezusa, w szyi zrobiono otwór
nożem i wycięto mu język. Wreszcie powieszono męczennika do góry nogami i
uderzeniem szablą zakończono jego katusze. Działo się to 16 maja 1657 roku w
Janowie Poleskim.
Taki Patron nam
dzisiaj potrzebny. Jesteśmy umęczeni na poziomie politycznym. Te ciągłe
przepychanki na szczycie. Walka raczej o stołeczki niż
o dobro narodu i
Ojczyzny. Jesteśmy nawet na tym tle uczuleni - dotyka nas nawet pewnego rodzaju
alergia. Ja nie mogę mówić o Ojczyźnie, bo od razu otrzymam określenie, że
politykuje. I jestem załatwiony.
Jesteśmy umęczeni na poziomie gospodarczym.
Koniec z końcem trudno wiązać, bo pieniążki nie mają frędzelków. Inflacja,
bezrobocie. Chorujemy na oczy, bo w porflelach nie widzimy pieniędzy.
Sześćdziesiąt lat po wojnie, taki bogaty kraj. Mamy wszystko: i pola, i lasy, i
łąki, rzeki, jeziora, i góry, a nawet i morze. Wszystko się mieści w naszych
granicach. Wszystko nam Pan Bóg dał. A my za murzynami 50 lat do tyłu. Gdy byłem
w Australii, chciałem przywieźć kangura, bo Polska zmienia herba z orła białego
na kangura: bo z pustym workiem a podskakuje.
Jesteśmy umęczeni na poziomie moralnym.
Dziesiątki lat wciskano w nas moralność marksistowską,
która jest moralnością sytuacyjną - typu murzyńskiego. Jeżeli murzyn ukradnie
krowę - to dobrze. Jeżeli murzynowi ukradną krowę - to źle. Gdy państwo okrada
obywatela - to dobrze. Jeżeli obywatel wyciąga ręce po mienie społeczne, aby nie
wyciągnąć nóg - to niedobrze.
Chyba,
że nakradnie tyle, że to już nie jest kradzież, ale afera, a ten człowiek to już
nie złodziej, ale aferzysta. I takiego nie można ukarać. Można powołać komisję,
nawet parlamentarną, która cały rok będzie przesłuchiwać i do niczego nie
dojdzie. Może skażą z zawieszeniem, wypuszczą za milionowe kaucje, nie pytając
skąd pochodzą te miliony. Czy się robi, czy się leży - na pierwszego się należy.
To wszystko nas męczy.


